O mnie

Moje zdjęcie
kontakt: bellaiblizniaki@gmail.com

Google Website Translator Gadget

piątek, 16 listopada 2012

Kolejny Pchli Targ! Zapraszam!

Złośliwość rzeczy martwych nie zna granic. Padł mi komputer i nie mam dostępu do netu. To jest straszne! Korzystam więc z komputera i internetu u teściów i informuję Was (bijąc się w piersi, że tak późno) o kolejnym

PCHLIM TARGU W GRABINIE koło Łodzi UL. GŁÓWNA 79

Zapraszam wszystkich zainteresowanych w godzinach 9.00-13.00

SOBOTA 17.11.2012

Kto nic nie wie o ty, to TUTAJ można przeczytać o poprzednim:)

niedziela, 11 listopada 2012

Panie i Panowie... zwycięża....




Ale zanim powiem Wam kto, zrobię taką małą statystykę. Otóż  w losowaniu wzięło udział około 100 osób! Wow! Serdecznie Wam dziękuję za tak liczne przybycie:) I pokusiłam się o szybki przegląd osób, które wzięły udział w losowaniu. W przybliżeniu, wygladało to tak:

32 komentarzy od osób, posiadających blogi, które obserwują i komentują od dawna, które znam i odwiedzam
3 osoby anonimowe, które znam
45 komentarzy od nowych osób, posiadających blogi i  które trafiły za sprawą candy i zostały, mam nadzieję na dłużej:)
20 komentarzy od osób anonimowych, które nigdy wcześniej u mnie nie były, nie komentowały ale teraz mam nadzieję, będą zaglądały:)

To taka statystyczna ciekawostka.

A teraz.... Panie i Panowie..... (fanfary i werble w tle), komisja losujaca w składzie Jan, Stanisław, Michał i Bella wyciągnęła szczęsliwy los, na którym widniało imię/pseudonim oraz szczęśliwy komentarz:



Bloga Maggie znam, obserwuję i inspiruję się nim od dawna, więc cieszę się, że nagroda trafiła do niej właśnie. Pozostali gracze proszeni są o cierpliwość. Za jakiś czas przygotuję coś nowego i może tym razem szczęscie uśmiechnie się do kogoś innego:)

PS: i jeszcze jedna mała niespodzianka:) Jak wiecie, jak się ma dwójkę dzieci, to los szczęśliwy nie może być tylko jeden. Nagroda pocieszenia w postaci drobnej niespodzianki leci do:

                              ustawiam się w kolejce oto mój e-mail. marty242@interia.pl

To akurat osoba anonimowa, której nie znam i wcześniej nie widziałam na swoim blogu, ale liczę na to, że rozgości się u mnie na dłużej i czasem zostawi jakiś ślad po sobie w postaci komentarza:) Gratuluję i proszę o maila z adresem do wysyłki:)

Całusy dla wszystkich - Bella

środa, 7 listopada 2012

Krzesło dla Pati, chleb od Agnieszki

Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą, od czasu do czasu robię krzesła. Tym razem zrobiłam wersję londyńską dla sympatycznej Pati, która jest pasjonatką wnętrz i właśnie zmaga się z generalnym remontem swojego mieszkania. Materiał zakupiony na: www.dekoria.pl, stelaż krzesła znaleziony na Allegro. TUTAJ pisałam już o tych krzesłach, więc dzisiaj tylko zdjęcia robione w pośpiechu, tuż przed zapakowaniem krzesła do samochodu nowej właścicielki.






Wczoraj miałam wychodne, więc buszowałam chwilę po mieście i znalazłam jeszcze dla Pati pewien drobiazg, który mam nadzieję spodoba jej się. Wpadaj Pati na herbatkę, prezencik mam dla Ciebie:). Chyba będzie pasował do krzesła:). Podkładki pod kubas z english tea.


Zajęta robieniem krzesła przegapiłam kilka razy Pana Piekarza, który przyjeżdża na naszą wieś z chlebem i zostałam zmuszona do uruchomienia własnej piekarni w postaci Pana Męża i jego zdolnych rączek. Ukłony dla Pana Męża:) Piekliśmy już nie raz własne chleby, ale ostatnio zachwycił nas chlebek, który pożarliśmy podczas nocnego nalotu u naszych przyjaciół, którzy co prawda w piżamach i z lekkim zdziwieniem na twarzy powitali nas w późny, sobotni wieczór, ale mimo zaskoczenia ugościcili wyśmienicie. Dostaliśmy pyszne, świeżutkie, pachnące, gorące pajdy chleba z masłem, gorącą herbatę i ja jako szczęsliwie wylosowana nie-kierowca  doskonałego drinka:DD. Chleb nas powalił na kolana i oczywiście Szanowny Pan Mąż natychmiast wziął przepis i uraczył rodzinkę chlebem naszym powszednim:)






Mniam, mniam...

Oczywiście nie zostawię Was tylko ze zdjęciami chleba. Już wzywam Pana Męża, żeby skrupulatnie przepisał dla Was składniki, proporcje i opis działań. Mam tylko nadzieję, że Aga zła na mnie nie będzie na rozpuszczenie w świat jej znakomitego przepisu:)

Agnieszkowy Chlebek

1kg maki krupczatki
1,5 łyżki soli
4 łyzki cukru
1 litr ciepłej wody
42 gramy drożdży (są takie paczki)
6 łyżek słonecznika łuskanego
szklanka otrębów/otrąb pszennych (po sporze z mężem doczytalismy, że obie formy są poprawne:))
3 łyzki pestek dyni
3 łyzki siemienia lnianego
suszone sliwki lub rodzynki lub żurawina

ciasto zarobić, pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia ok 20 minut, ponownie zamieszać i włożyc do dwóch foremek wysmarowanych margaryna i obsypanych resztką otrębów

Piec 50 minut w 220 stopniach z termoobiegiem, potem juz tylko czekać i jeść, jeść, jeść do ostaniego okruszka:). Jest pyszny nawet po trzech dniach, chociaz rzadko kiedy dane jest mu doczekac tak długo:)

Pozdrawiam i nieustająco zapraszam na zapisy pod candyzowanym, poprzednim postem.

Wasza Bella.


poniedziałek, 29 października 2012

Cukierasy urodzinowe u Belli.

Kochani, 2 października minęła mi rocznica prowadzenia bloga. Nie spodziewałam się, że wytrwam, bo systematyczność nie jest moją najlepszą stroną, ale...  No właśnie, ale...
POZNAŁAM WAS!!!
Weszłam w nowy dla mnie świat, odkryłam pokrewieństwo dusz z niezliczoną ilością zdolnych i twórczych ludzi. Poczułam przynależność do tej rozsianej po świecie wspólnoty i narodziłam się na nowo jako zapalona bloggerka:) Nie ukrywam, że chwile spędzane w Waszych domach, pracowniach, kuchniach tworzą dla mnie wirtualny świat spotkań, wymiany myśli, wzruszeń, który z wielką przyjemnością odwiedzam, poznaję, zgłębiam. Są blogi, które traktuję jak wyjście na herbatkę do przyjaciółki, ot tak wpadam sobie, wypijam wirtualna herbatkę, wymieniam jakieś szybkie ploteczki i pędzę dalej. Są blogi, które traktuję jak wypad na warsztaty twórcze, tu nauczę się nowej techniki malowania, tam zobaczę jak wykreować nowy wizerunek starego mebla, a jeszcze w innym miejscu poznam jakiś fantastyczny przepis na nowa potrawę. Są też blogi, gdzie mogę oddawać się szaleństwu zakupowemu i to bez wychodzenia z domu z balastem moich Dwóch Gałganów - bezcenne!!! I są blogi, które traktuję jak dobrą lekturę, świetnie pisane, z wyczuciem stylu, z poczuciem humoru. Lubię sobię przeczytać wieczorkiem kolejny odcinek, tak na dobranoc. Dzisiaj chcę Wam wszystkim podziękować za mozliwość poznawania Was, odwiedzania, przeżywania z Wami tak wielu wspólnych chwil:)

Chcę podziękować też wszystkim moim czytelnikom, bez których pisanie w wielką, pustą wirtualna przestrzeń nie miałoby dla mnie sensu. To dzięki Waszym komentarzom, uwagom, zachętom, z wielką przyjemnością siadam do komputera i przygotowuję kolejny post. Każdy nowy obserwator, każde kolejne wyświetlenia mojego bloga uskrzydlają mnie i pobudzają do tworzenia. Dziękuję Wam za kopa energetycznego, jakiego mi dajecie. Bez was nie byłoby tego bloga.

Tak jak napisałam 2 października stuknął mi roczek, a już wkrótce, 10 listopada mam urzodziny. Też ważne, bo ostatnie z trójką z przodu, ech.... (a w głowie wciąż 20, uwierzycie?). Postanowiłam połączyć te dwie daty. I dlatego z okazji rocznicy bloga ogłaszam candy, którego wyniki ogłoszę w dniu swoich urodzin (jak nie zapiję z rozpaczy za odchodzącą młodścią, heheh).

Kochani oto cukierasek urzodzinowy dla Was. Uroczy metalowy lampionik, który ma Wam rozjaśniać jesienne i zimowe wieczory oraz przypominać, że gdzieś może blisko, może daleko mieszka sobie Wasza pokrewna dusza czyli JA:)


Wszystkich zapraszam do częstowania się. Zasady choć znane zamieszczam dla formalności:

1. w losowaniu wziąć udział może każdy posiadacz bloga oraz osoby anonimowe jeśli zdecydują się zamieścić swojego maila
2.  proszę zamieścić komentarz pod tym postem
3. bloggerzy są proszeni także o zamieszczenie podlinkowanego zdjęcia cukierasa na bocznym pasku swojego bloga z podpisem: candy u Belli do 10.11.2012
4. miło mi będzie jeśli osoby biorące udział w losowaniu to moi obserwatorzy, bo to głównie z myślą o Was ten cukieras

No cóz kochani to tyle na dzisiaj:) Całusy wirtualne wam ślę i załączam jeszcze na koniec zdjęcia z zimowego, leniwego weekendu:)







Brrr!!!!!!!! Trzeba przespać tę zimę:)


środa, 17 października 2012

Kaczka z Filipin, kredens i dzban z Francji:)

Ostatnio parę osób mnie zapytało, co ja kupiłam na pchlim targu w Grabinie. Otóż Moi Drodzy, moje zdobycze są, jakby to powiedzieć, dość monotematyczne. Ja zakupiłam KACZKI, tak kaczki, różne. I dziś zaprezentuje Wam dwie z nich. Najpierw jednak wyjaśnię Wam dlaczego kaczki. Jednym z moich marzeń jest zdobycie gęsi (też ptactwo, hihi). Takich gęsi, które mogłabym postawić koło kominka. Najlepiej naturalnej wielkości i w dwóch różnych pozach. Oczywiście te gęsi nie powinny mieć nic wspólnego z figurkami ogrodowymim z zezującymi oczami i krzywym dziobem, o nie! Te gęsi powinny być drewniane, pobielone, szykujące się do lotu..... coś w ten deseń:) Nie wiem co prawda, jak powstrzymałabym moje cudne pacholęta przed dewastacją tychże wyżej wymienionych, ale co? Marzyć przeciez wolno... Poza tym pacholęta kiedyś jednak nabiorą rozumku, jak sądzę:). W kazdym razie nie mogąc znależć gęsi, zakupuję ciągle wszelakie ptactwo, które ma zaspokoić moją potrzebę posiadania GĘSI. Tym razem wzrok mój bystry wyszukał kaczki, o popatrzcie:


Wyszperałam dwie sztuki i oczywiście obydwie nabyłam. Nie tylko ja miałam na nie chętkę..., ale za to ja byłam pierwsza:D. Teraz wciąż poszukuję dla nich odpowiedniego miejsca. Pierwszym pomysłem było oczywiście pobielenie ptaków, ale jak zwykle czasu nie miałam, więć zostały w naturalnym kolorze i teraz nie żałuję. Mam biały kredens w salonie, z którym zawsze są problemy z dekoracją. Stoi na jaśniutkiej ścianie i ciągle szukam sposobu, żeby udekorować go tak, aby nie zlewał się z tłem, bo jest naprawdę pieknym meblem przywiezionym z Francji, z lat 30-tych i mam do niego ogromny sentyment. Był pierwszym moim nabytkiem w stylu shabby i początkiem mojej kolekcji bielonych mebli. Tak więc kaczuchy trafiły na kredens, resztę dekoracji dopełniła naleweczka czeresniowa i jabłka. Dekoracja na jesień ukończona. Efekt oceńcie sami:)









Drugi kąt salonu dekoruje ogromny wiecheć kosmosu, który nie wytrzymał ciężaru i padł mi na grządce. Przedłużyłam więc mu trochę żywot w wazonie, również przywiezionym z Francji.



Właściwie to nie wazon, tylko dzban na wodę, mam też do niego misę i żeliwny stojak. W całości prezentuję się tak:



Z tym dzbanem wiąże sie dośc zabawna historia. Ja ZAWSZE wykorzystuje go jako wazon. Trudno, żebym używała go w celach, w jakich został stworzony. W końcu myję się raczej pod prysznicem, a nie w misce:DDD, ale kiedy pokazałam zdjęcie z salonu z dzbanem na pierwszym planie w jednym z portali wnętrzarskich, posypały sie na moja głowę liczne uwagi, że absolutnie salon nie jest miejscem na taki dzban i do łazienki go natychmiast, bo jak to wygląda! Muszę przyznać, że zadziwiona byłam przez dłuższą chwilę... Zdania jednak nie zmieniłam, wydaję mi się, że nie ma nic złego w wykorzystywaniu vintagowych przedmiotów w celach, jakie sobie tylko wymyślimy. Przecież o to chodzi, żeby puścic wodze wyobraźni i bawić się wnetrzem, meblami, dekoracjami. Nie wszystko musi być na serio. Waga jako kwietnik, stary magiel jako wieszak na ręczniki, paleta jako stolik kawowy. Pomysłów można mnożyc bez liku. Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam Bella:)

poniedziałek, 1 października 2012

Relacja z Pierwszego Pchlego Targu i.... NIESPODZIANKA!!!

Moi Drodzy Podczytywacze, Nowi Obserwatorzy oraz wszyscy, którzy byli i nie byli na Pchlim Targu w Grabinie...! Oto wyczekana przez Was relacja z tego cudownego dnia! Zgodnie z moja zapowiedzią ukazuje sie w poniedziałkowy wieczór, tak jak obiecałam:D
Było cudnie, piekna pogoda, fantastyczne towarzystwo, piwko, kawka, herbatka, ploteczki i pogaduszki, nowe znajomości, piękne rzeczy, meble, bibeloty, narzedzia ogrodnicze, słowem zapowiedziane MYDŁO I POWIDŁO:)


Muszę przyznać, że parę rzeczy mnie osobiście zachwyciło. Pojawiło się kilka świetnie zrobionych mebli, ze smakiem, w dobrych kolorach, w stylu, który lubię:




Były gustowne dodatki do domu, od porcelanowych po drewniane, polskie, z Filipin, z garażów, z Holandii, wyszukane na strychach, jednym słowem: dla każdego coś dobrego:



Byli fantastyczni Sprzedający oraz fantastyczni Kupujący: piękne dziewczyny, przystojni mężczyźni, cudowni sąsiedzi, na których zawsze mogę liczyć, dużo śmiechu, nowych znajomości i atmosfera taka, że długo wszyscy będziemy ją wspominać:




Była wspaniała, ręcznie malowana porcelana, która zapierała dech w piersiach i która rozchodziła się jak świeże bułeczki. Moi przyjaciele Madzia i Benek są jej twórcami i na dodatek bardzo zdolnymi ludźmi, którzy zawsze wzbudzali mój podziw rozległymi talentami, którymi są chojnie obdarzeni przez Kogoś Tam Na Górze:



Było trochę luksusowych szmatek z markowymi metkami i trochę stylowych szmatek z drugiej ręki oraz biżuteria przywieziona z Filipin:




Były doskonałe mydła, wytworzone przez pewną zdolną mamę uroczego Filipa, który odkrywszy w sobie żyłkę handlowca nikogo nie wypuścił z Targu bez cudownie pachnącego, naturalnego mydełka: lawendowego, miodowego, owsianego, czekoladowego... Ach.. były takie, że miało się chęć je chrupnąć jak najlepszy smakołyk:



Chodziłam, oglądałam, podziwiałam i... strasznie żałowałam tych, którzy z racji odległości lub planów innych nie mogli dotrzeć:(



Myślałam, myślałam i postanowiłam: NIE MOŻE TAK BYĆ! I tu Moi Kochani zapowiedziana w tytule:

   WIELKA NIESPODZIANKA

Otóż, dzięki uprzejmości jednych ze Sprzedających, którzy są moimi Dobrymi znajomymi (znamy się coś kole 20 lat!!!) postanowiłam wybrać coś dla tych wszystkich, którzy nie mogli spędzić z nami tego wspaniałego dnia, a bardzo by chcieli troszkę pobuszować na takim Pchlim Targu. Wybrałam dla Was Moi Wirtualni Przyjaciele parę drobiazgów, które mam nadzieję, przypadną Wam do gustu:)

SERDECZNIE ZAPRASZAM NA BLOGA, KTÓREGO WŁAŚNIE Z MYŚLĄ O WAS UTWORZYŁAM I GDZIE MOŻECIE POBUSZOWAĆ W SKARBACH Z PCHLEGO TARGU W GRABINIE.
BUSZUJCIE, WYBIERAJCIE, KUPUJCIE:)

BELLA I STAROCIE
KLIKNIJ NA NAZWĘ BLOGA

SKLEPIK ZE ZNALEZISKAMI PRZERÓŻNYMI OTWIERA SWOJE PODWOJE:)

Pozdrawiam Wszystkich, dziękuję


poniedziałek, 24 września 2012

Pchli Targ! Mydło i Powidło! Zapraszam!

Kochani, dzisiaj na szybko, bo w pędzie jestem niesłychanym. Organizuję pchli targ, ale.... uwaga, uwaga... W REALU:DDD. Jako, że mam w sobie trochę żyłkę społecznikowską, postanowiłam skrzyknąc ludzi z moich okolicznych wsi i pobawić się w wyprzedaż garażową:). Wszystkich serdecznie zapraszam, a szczególnie ludzi z Łodzi, Zgierza, Pabianic, Aleksandrowa, Brzezin i okolic. Każdy, kto chce sprzedać, kto tworzy rekodzięło, kto chce kupić i spędzić czas na targowaniu, piciu herbatki, tudzież piwka, KAŻDY jest mile widziany:). TUTAJ  jest artykulik na ten temat.

Pa, pa, całusy 102! Może poznamy się poza wirtualną rzeczywistością, kto wie:DDD

środa, 19 września 2012

Jesień w kolorze paprykowej czerwieni.

Dżem paprykowy

Składniki:
5kg papryki
3/4kg cukru

Kolor, zapach, smak, po prostu bajka!



5 kg papryki - wybrać gniazda nasienne, pokroić w kostkę


Włożyć do gara:)

Zasypać cukrem, ok 3/4 kg


Mieszać, żeby sie nie przypaliło. Na początku idzie ciężko, potem papryka puszcza sok, siada i już jest łatwiej:)



Gotować do miękkości, ale bez przesady, żeby ciapy nie było i miksujemy


Jak nie chcemy pasteryzować (ja nie mam czasu), podgrzewamy i gorące wkładamy do słoików. Zakręcamy, stawiamy do góry dnem i gotowe. Voila!



Doskonały do kanapki z białym serem, do delikatnych wędlin. Mniam, mniam, pychota! W zeszłym roku jadłam po raz pierwszy dzięki uprzejmości pewnej Pani Beaty (kłaniam się nisko Pani Beato:)). Zniknął w mgnieniu oka! W tym roku zrobiłam zapas nieco wiekszy, żeby delektować sie tym rarytasem zimową, ponurą porą.

sobota, 8 września 2012

Kuchenne minirewolucje dekoratorskie.

"Kup sobie wreszcie ten zielnik!!!" powiedział mój mąż. "Patrzysz na niego ze dwa lata już!!!" dodał lekko poirytowanym tonem. "Ale on taki taki drogi...." westchnęłam i "taki wielki", i "ziół jeszcze nie hoduję na taka skalę, żeby go przyozdobić..." I znów odłożyłam moje zielnikowe przemyślenia na potem, na kiedyś tam, na za miesiąc. Za trzy dni Michał pyta: "Kupiłaś?".  Oczywiście odpowiedź była ta sama, co zawsze: "Nie". Usiadł więc do komputera i po minucie stwierdził: "Paczka będzie za dwa dni, wskaż miejsce kobieto, gdzie wieszać". Po dwóch dniach wskazałam, a jakże:))))


I wiecie, co? Cały czas zastanawiam się, jak ja mogłam tak długo myśleć! Jest idealnie stworzony do tego miejsca, pasuje jak ulał! Zauważyłam, że są takie meble, przedmioty, do których  muszę się przyzwyczajać, oswajać się z nimi. Czasem taki proces trwa krócej, czasem dłużej. Czasem kończy się sukcesem i dana rzecz zostaje, a czasem coś mi nie pasuje i już. Nie zagrzeje u mnie miejsca. A ten zielnik, tak się wpasował, że już nie mogę wyobrazić sobie, że go tu nie było.


Ziół póki co nie mam, ale M pomyślał i o tym:). Przywiózł mi z miasta warkocze czosnku i papryk, więc zielnik-gigant nie wisi już jak jakiś golas, lecz ma piękne "kolale, mamo, kolale", jak błyskawicznie zauważył Staś.



Przy okazji chcę Wam pokazać, jak rozwiązałam pewien problem, który mnie wkurzał od jakiegoś czasu. Salon mam połączony z kuchnią i jak wiadomo, jest to rozwiązanie dla porządnych, co są w stanie utrzymywać kuchnię 24h na dobę w nieskazitelnym porządku. Ja do nich nie należę i  M także nie:) Oznaczało to, że kiedy zasiadaliśmy w salonie, po dniu spędzonym z pacholętami naszymi najmilejszymi, na kanapie w celu odmóżdżenia się przed tv, nasz wzrok zawsze padał na.... hmmm... bajzelek kuchenny. Budziły się w nas wtedy resztki przyzwoitości i spoglądaliśmy na siebie, które z nas dzisiaj ruszy cztery, zmęczone litery i ogarnie CHAOS.  No cóż.... bywało nerwowo-niepotrzebnie, zrzędliwie-niepotrzebnie, sumienie nas gryzło-niepotrzebnie. Aż wreszcie za sprawą jednej DESKI sprawa została załatwiona:


Deskę narysowałam, wyciął ją stolarz, przymocował, ja pomalowałam. Co prawda od zamocowania do pomalowania minęło z pół roku, ale czy to ważne:DDD






Teraz mogę sobie nakłaść na blacie całe sterty różnych rzeczy (dzisiaj leży 5 kg papryki, słoiki, i inne rzeczy) a ja nie widzę i nie mam wyrzutów sumienia, że już, natychmiast  muszę lecieć sprzatać, pochować... Co z oczu to i z serca:))) Siedzę sobie na kanapie i piszę posta dla Was:))) A papryka poczeka do jutra.... Będzie z niej rewelacyjny dżem paprykowy, o którym już niebawem, w kolejnym odcinku:)


A jak nie trzeba latać i sprzątać, to i rodzinka szczęśliwsza:)